Dzień 3

Jak wszyscy wiemy dziś jest niedziela, a więc dzień odpoczynku. I dlatego nie było dziś gimnastyki porannej. Dziś też nie prowadziliśmy przedpobudkowego życia. O 8.00 zjedliśmy śniadanie, a następnie zaczęliśmy przygotowywać nasze pokoje do wizyty komisji czystości. Na korytarzach dało się słyszeć pytania – „ A czyj jest ten papierek po lizaku?” W ruch poszły worki na śmieci, ścierki do podłogi, szufelki, itp. Opłacało się bo w sakli 1 do 10 nie spadliśmy poniżej 8. Albo idzie nam coraz lepiej albo przy niedzieli komisja złagodniała. O godzinie 10.00 odprawiliśmy Mszę Św. Dziś nie byliśmy na niej sami, razem z nami uczestniczyli w niej wczasowicze odpoczywający w ośrodku. Zmobilizowało to nas do jeszcze piękniejszego śpiewu (chociaż nie wiemy, czy można było śpiewać jeszcze piękniej;-)).

O 11.30 w strojach kąpielowych wszyscy pomaszerowaliśmy dziarskim krokiem nad jezioro na plażę. Dzisiejsze pogoda była wprost wymarzona do wygrzewania się na słonku i pluskania w wodzie. Sama radość, wakacje mogłyby trwać w nieskończoność… Do wody wchodziliśmy podzieleni na grupy ale nie myślcie sobie, że Ci którzy zostali na brzegu mieli czas na nudę. Starsze grupy rozegrały mecz siatkówki plażowej, chłopcy budowali piaskowe twierdze, dziewczynki opalały się. Po drugiej stronie pomostu ustawiła się kolejka chętnych do pływania na rowerze wodnym i kajakach.  Czekali tam na nas: Pani Wychowawczyni, Kierownik i Pani Pilot, którzy na 2 godziny wcielili się w rolę „jeziorkowych taksówkarzy”. Zabierali na przejażdżkę każdego, kto nie bał nowego wyzwania. Okazało się, że niektórzy z nas to urodzeni kajakarze. Kiedy już nacieszyliśmy się kąpielą, zabawami, grami na plaży wróciliśmy do ośrodka, żeby stroje kąpielowe zmienić na stroje obiadowe.  O 13.00 udaliśmy się do stołówki, aby pochłonąć pyszne schaboszczaki i wyborną suróweczkę z kapusty. A tak w ogóle to musicie wiedzieć, że dziś rozpoczęła swoją działalność Poczta Kolonijna. Do specjalnie przygotowanej skrzynki możemy wrzucać miłe wiadomości do naszych cichych przyjaciół i wychowawców,  pomysły zabaw i wszystko to, czym chcemy podzielić się z kimś innym. Po obiedzie, jak na niedzielę przystało, była chwila odpoczynku, żeby zjedzony obiad mógł się dobrze w brzuszku ułożyć.

Po zasłużonym poobiednim odpoczynku zebraliśmy się ośrodku na kolejny punkt programu dnia, którym była olimpiada sportowa. Najpierw podzieliliśmy się na cztery grupy, które przyjęły nazwy państw. Na ich czele których stanęli najstarsi chłopcy – kapitanowie. W olimpiadzie brały udział: Włochy, Niemcy, Anglia i Rosja. Dobrze szanujące się olimpiady sportowe, a ta z całą pewnością taką była, pełne są flag i symboli olimpijskich, dlatego też po podzieleniu na grupy zostały namalowane na twarzach barwy narodowe naszych drużyn. Nie mogło się obejść bez zapalenia znicza olimpijskiego. Zgodnie z tradycją ateńską, próbowaliśmy zapalić go od promienia słonecznego specjalną soczewką. Nie uwierzycie, że w czasie tak słonecznego dnia pojawiła się na niebie mała chmurka dokładnie nad rozpalającym znicz olimpijski Kierownikiem. Znanymi sobie sposobami fenomenalny Kierownik poradził sobie i z tym problemem. Po kolei chorąży każdej z drużyny niósł znicz na stadion olimpijski. Zawody zaczęły się na dobre. Pierwszą konkurencją było przeciąganie liny. Każda z drużyn podeszła do zadania bardzo poważnie. Każdy chciał zdobyć olimpijskie złoto. Kolejną konkurencją był bieg z piłką do skakanki. Nie będziemy opisywać każdej z konkurencji, ale koniecznie musimy wspomnieć o tej, która sprawiła nam najwięcej frajdy… Dwie drużyny ustawione po obu stronach siatki miały za zadanie przerzucać wszystkie balony na stronę przeciwną w ciągu minuty a uwierzcie nam nadmuchaliśmy ich naprawdę dużo. Emocje rosły z każdą chwilą, coraz bliżej było do końca olimpiady. Chociaż ostatnie zadanie było na leżąco to wcale nie polegało na spaniu… a mieliśmy taką cichą nadzieję. Nasze zaangażowanie opłacało się, różnice pomiędzy drużynami były minimalne. O mały włos uniknęliśmy dogrywki. Ostatecznie pierwsze miejsce zajęła drużyna Rosji, drugie miejsce drużyna Włoch, a trzecie należało do Niemiec. Po ogłoszeniu wyników, zgodnie z tradycją – zapalony znicz należało zgasić (nic nam nie wiadomo o tym, czy tradycja ateńska każe zrobić to deszczem, czy przez najmłodszego uczestnika). Wszystkie piękne zdjęcia, które możecie podziwiać w galerii zrobił nasz niezastąpiony fotoreporter – Jadzia z najstarszej grupy dziewcząt. Jadziu, dziękujemy Ci serdecznie za tę ofiarną pracę J

Po zakończonej olimpiadzie najwytrwalsi mogli zostać jeszcze na boisku do piłki nożnej, aby rozegrać mecz lub pobawić się skakanką lub piłką, część z nas wróciła do ośrodka. O godzinie 19.00 zjedliśmy kolację a po niej podzieliliśmy się na dwie grupy. Jedna poszła na spacer w piękne, leśne okolice ośrodka, a druga w świetlicy oglądała film. Po nim już tylko mieliśmy w głowach jedno… nasze łóżeczka i słodki sen.