Dzień 5

Dzisiaj spaliśmy trochę dłużej, gdyż nigdzie się nie spieszyliśmy. Żeby rozruszać zastałe kości powróciliśmy do dobrego zwyczaju gimnastyki porannej. Rozruszani zasiedliśmy do śniadania. Już coraz sprawniej idzie nam obsługiwanie się przy stole, nie rozlewamy mleka do płatków śniadaniowych, nie tłuczemy talerzy, a starsi uczestnicy kolonii chętnie i bez szemrania pomagają młodszym. Proboszcz miejscowej parafii, który odwiedził nas w czasie śniadania był z nas bardzo dumny. Po posiłku wróciliśmy do Ośrodka na konkurs czystości (każdy chce wypaść jak najlepiej, więc w zasadzie komisja używa tylko najwyższych not). Po komisji czystości mieliśmy Mszę Świętą. Codziennie poznajemy nowe pieśni przed nią. Dziś patronką dnia była Św. Brygida – kobieta, która troszczyła się o jedność Kościoła u schyłku średniowiecza. Dla nas stała się dziś wzorem do naśladowania jeśli chodzi o wzajemna pomoc, troskę i życzliwość. Po Mszy wyruszyliśmy na plażę, by skorzystać z ładnej pogody i popływać na kajakach i rowerach wodnych. Ci, którzy nie kąpali się zajęli się budowaniem rzeźb z piasku albo grą we frisbee. Część  z nas zamiast plaży wybrała boisko do piłki nożnej. Rozegraliśmy mecz, a potem drugi i  trzeci….Aż nadszedł czas na obiad. Dziś dodatkowym przysmakiem był arbuz, którego dzieci powitały okrzykiem radości. Po obiedzie mieliśmy chwilkę na zawiązanie sadełka. Chwilka szybko minęła i zaraz znów znaleźliśmy się na plaży, aby kontynuować zabawy sprzed obiadu. Grupa kajakowych amatorów poszerzyła się, bo nabieramy ochoty na zdobywanie nowych umiejętności – poprawnego machania wiosłem, skręcania kajakiem w dobrą stronę i sterowania rowerem wodnym (to wszystko nie jest takie proste jakby się mogło wydawać). Druga część popołudnia upłynęła nam na kontynuowaniu motywu rycerskiego, jesteśmy w końcu na terenach należących kiedyś do zakonu Krzyżaków. Nie sposób nie skorzystać z takiej okazji i nie poznać dobrze średniowiecznych zwyczajów rycerskich i plebejskich. Odwiedziła nas grupa przedstawicieli XXVI Chorągwi Zamku Bratian. Zaprezentowali pokaz prawdziwych walk rycerskich, pozwolili nam przymierzyć zbroje i oręż. Nie wszyscy zdołali się przebrać, gdyż nie byli nawet w stanie podnieść kolczugi z powodu jej ciężaru. A co dopiero wznieść miecz do walki. Z pełnym podziwem obserwowaliśmy walkę naszego najstarszego uczestnika kolonii, który stanął  szranki z naszym fenomenalnym kierownikiem.  Później mieliśmy możliwość rozłożenia namiotu rycerskiego,  rzucania oszczepem, spacerowania na mini-szczudłach i w „łapach” (w tej konkurencji zdecydowanie przodował duet wychowawców Emilia-ks.Łukasz ku wielkiemu niezadowoleniu dzieci), strzelania z łuku. Najlepsi z nas otrzymali z rąk komtura certyfikaty i specjalne nagrody. Każdy z kolonistów natomiast dostał pamiątkową pocztówkę. Zadowoleni i jednak nieco głodni, po wyczerpujących zadaniach przeszliśmy na kolację. Wielkim powodzeniem cieszyły się dziś racuchy z jagodami, po dokładkę których ustawiła się niemała kolejka. Wieczorem czekała nas jeszcze nauka tańca. Powtórzyliśmy sobie zimowiskowy hit – belgijkę oraz poznaliśmy zupełnie nowy taniec, który od razu przypadł nam do gustu do piosenki: „Weselić się będzie…”. Na menueta nie starczyło nam już siły…pozostanie na inny pogodny wieczór. Po wspólnej modlitwie na koniec dnia i krótkich ogłoszeniach rozeszliśmy się do swoich pokoi, aby po wieczornej toalecie przytulić swe głowy do poduszek i zasnąć…